Sitemap Poland English Slovak
Turystyka we Lwowie
Популярне
osmol.pl - o Lwowie...
Published: 25.12.2009


Mój Lwów

   Uwielbiam to miasto. Mam w nim swoje sciezki, sa miejsca, do których wracam i sa miejsca których jeszcze nie odkrylem. Za kazdym razem odkrywam cos nowego, jestem w innej czesci, dokads sie spiesze, gdzies zwalniam. A czasami po prostu leniwie obserwuje.
    Bo we Lwowie zostal ten dawny urok minionej Galicji. Wystarczy wejsc w zaulki, zapuscic sie w jakas brame. Chociazby te przy Rynku lub uliczkach okalajacych. Tam juz nie tak czesto wchodza turysci. Idzie sie w ciemnych tunelach, by po chwili wyjsc na jakies podwórko-studnie, albo tez na niezle zakamuflowana knajpke. Tak trafilem do Niebieskiej Flaszki, gdzie na scianach wisi sporo pamiatek po polsku, po tym odeszlym w przeszlosc Lwowie. Zreszta podobne pamiatki znajdziemy naprzyklad w aptece-muzeum, tuz przy Rynku. Jesli ktos ma chec, moze zrobic wycieczke sladami polskiego Lwowa. Mnie nigdy nie kusilo takie nostalgiczne podejscie, wole przeplatac pozostalosci z chwila obecna. Chociaz nowoczesnosci az tak wiele w tym miescie nie ma. Spotkamy tu na przyklad kilka ultranowoczesnych tramwajów, ale w wiekszosci sa to stare, rozklekotane wagony, które z piskiem tocza sie przez Rynek. Te tramwaje to kolejny powód za który lubie Lwów. Zaluje, ze nie ma juz sprzedawczyn biletów w wagonach, ze teraz musze biegac do kiosków, bo zakupy takie zawsze sprawialy mi taka jakas frajde. Zapewnialy ludzki kontakt, czlowieka z czlowiekiem. Ale to bylo pewnie z dziesiec lat temu.
   Chociaz z tramwajów korzystam tu rzadko. Zazwyczaj wszedzie chodze piechota, bo tak zawsze staram sie poznawac miasto. Tramwajem dojezdzam jednak do dworca kolejowego.
    A na mojej mapie lwowskich wedrówek mam jeszcze zawsze Opere i Kasyno Szlacheckie. Z Kasynem jest smiesznie, bo mam wrazenie, ze zawsze wchodze tam na nielegalu. Zawsze skads wylania sie pan portier, pobiera kilka hrywien do reki i pozwala wejsc do srodka. I jakos zawsze ponagla, kiedy jest sie za dlugo, ostatnio kiedy przesiedzialem tam ponad pól godziny, prawie krzyczal :). A trudno nie zabawic dluzej w tym pieknym palacyku, bo wrazenie robi juz od wejscia. Od pieknej bramy, przez drzwi, zyrandole po glówna atrakcje. Przepiekne, rzezbione w drewnie schody. To istne dzielo sztuki, dopelnione drewnianym wykonczeniem calego wnetrza. Nie dziw, ze przychodza tu nie tylko turysci, ale i pary nowozenców na sesje fotograficzne. To akurat minus, bo potrafia przez dlugie minuty okupowac schody. A po schodach przejsc sie trzeba, by zobaczyc pietro. Tu tez króluje rzezbione drewno i luksus, jaki pozostal po dawnym kasynie. Miejscu gdzie ludzie raczej tracili fortuny, niz je zyskiwali.

   I jest jeszcze Opera Lwowska. Ta perelka architektury i polskosci zarazem zaprojektowana przez Zygmunta Gorgolewskiego. Budynku nie sposób przegapic, bo nie dosc, ze pokaznych rozmiarów to jeszcze zbudowany jest w samym centrum, zamyka Prospekt Swobody /dawniej Waіy Hetmanskie/. To kolejny budynek, w którym boli mnie szyja. Jakos mam tak na tych moich wyjazdach podrózniczych, ze mnóstwo ciekawych rzeczy widze na sufitach. Tak bylo w Samarkandzie, tak bylo w Iranie, ale okazuje sie, ze w bliskim Lwowie tez tak jest. Zawsze ide do sali Lustrzanej, gdzie na suficie  namalowano sceny z polskich oper. I to czego nie moge sobie darowac, ze nie poszedlem jeszcze we Lwowie na zadna sztuke. Chyba bede musial przyjechac do Lwowa specjalnie w tym celu.
    A wieczorami chadzam na wzgórze zamkowe, z którego roztacza sie widok na caly Lwów. Stad zobaczymy brzydkie blokowiska, które zostawila komuna, ale z drugiej strony bedzie widok na starówke. Na Rynek z ratuszem, na wieze kosciolów, na wszelkie zabytki i niezabytki. Stad widac caly Lwów wraz z historia. I nie przeszkadzaja nawet dzikie tlumy, jakie o tej porze dnia zawsze tu spotkamy.
   I jest jeszcze mnóstwo innych zabytków we Lwowie. Jest czarna jak noc i piekna zarazem kaplica Boimów, jest kosciól Ormianski, sa kamieniczki wokól Rynku. Jest Uniwersytet Lwowski, biblioteka Ossolinskich, sa palace, parki, pomniki. Na nude tu nie mozna narzekac.

Lwów wieczorowa pora
    I wieczorem tez nie bedziemy sie nudzili, bo i ja sie nie nudze. Uwielbiam pójsc na Rynek, na chociazby jedno piwo, by poobserwowac turystów i jezdzace z piskiem tracej o siebie stali tramwaje. Nieodmiennie moja uwage przyciagaja ubrane w jakies balowe stroje rodem z XIX wiecznej opery dziewczyny, sprzedajace kwiaty, lizaki i co tam jeszcze. Albo idac skads, w jakies inne miejsce przystaje w tlumie sluchajacym grajacego na fortepianie pianisty lub innego zespolu, który dorabia robiac show dla turystów i miejscowych. W ciepla letnia noc, ma to niesamowity klimat. A jesli pada, jesli nie jest tak cieplo, ide do Lampy Naftowej - kilkupoziomowej knajpy blisko Rynku. Ale… ale to tylko namiastka tego, co mozna tu robic w nocy, bo barów, pubów, klubów jest tu duzo. Czasami tylko noc moze sie okazac za krótka.
Taki jest ten mój Lwów. Nawet przeze mnie nie odkryty.
Pawel Osmólski

Photo...
Propozycje



Muzeum architektury ludowej i zycia codziennego we Lwowie