Sitemap Poland English Slovak
Меню
Wedrujemy...

==================
Sladami historii...
==================
... Lwów,


HISTORIA - ksiestwo Ruskie, Podolskie, Halickie, Wolynskie...


Luck - photo Olek

Популярне
34a. Dzieduszyccy (cz. 2)
Published: 15.04.2011



   Ostatnim, pamietajacym jezupolskie czasy byl Wojciech Dzieduszycki zwany „Tuniem”. Byl synem Wladyslawa Jana Jakuba hr. Dzieduszyckiego. Ukonczyl Politechnike i Konserwatorium Muzyczne we Lwowie. Wybuch wojny zastal go w Gdyni. Poniewaz jego ojciec zostal aresztowany przez NKWD i zmarl we lwowskim wiezieniu w 1940 matka przedostala sie do Generalnej Guberni, brat ewakuowal sie do Rumunii, siostra z dziecmi wywieziona zostala na Sybir. „Tunio” z zona Maria Kostecka i synem przedostal sie do Krakowa. Wstapil do ZWZ i w 1940 zostal aresztowany przez gestapo. Siedzial w wiezieniu na Montelupich. Przebywal w obozie koncentracyjnym w Gross - Rosen. Skazano go na kare smierci, wyroku jednak nie wykonano bo zostal rozpoznany jako spiewak, jego zona zostala równiez aresztowana i zmarla w obozie koncentracyjnym. W 1945-46 byl dyrektorem teatru w Krakowie. W 1947 przeprowadzil sie do Wroclawia, gdzie pelnil funkcje dyrektora mlynów zbozowych i opracowal recepture slynnej „maki wroclawskiej”. W latach 50 wraz z druga zona Halina zalozyl kabaret „Dymek z papierosa”. Byl wspóorganizatorem Festiwalu Chopinowskiego w Dusznikach. Przed wojna zadebiutowal w operze w Stanislawowie, a nastepnie we Lwowie i Florencji.
   Obecnie w Polsce i na swiecie mieszka wielu potomków rodu Dzieduszyckich. Sa znani jako naukowcy, dzialacze spoleczni, politycy, artysci. Na ich przyjazd czekaja w Jezupolu.


   Wiekszosc mieszkanców wsi pracuje w centrum obwodowym Przykarpacia. Jest tu bardzo czysto, chaty sa schludne, w obejsciu
- porzadek. „Chyba moze tak byc, zeby w takim, chcialoby sie rzec, swietym miasteczku byl nielad?" -
jeszcze w drodze mówia miejscowi. Co prawda, z samymi drogami w miasteczku, tak jak wszedzie, nie wszystko jest dobrze. Roztropni mieszkancy Przykarpacia zawsze sobie radza. W czasie, kiedy nawet nie ma w planach zadnego remontu drogi wiejskiej, ludzie wsiedli na rowery. Za to Jezupol otrzymal na Ziemi Stanislawowskiej miano malego Szanghaju.
   „Autobusy z wioski do centrum obwodowego jezdza regularnie,
- mówia miejscowi uczniowie, - ale tu lepiej jezdzic na dwóch kólkach. Tak wygodniej. Dlatego jezdzimy do szkoly na rowerach”. Jesli dla doroslych taka wygoda bywa konieczna, to dla dzieci jest to kolejna okazja do tego, by sie spóznic na lekcje. Wies jest rozlega, czasem uczniowie musza pokonywac w drodze do szkoly kilka kilometrów. Zdarza sie, ze dzieci i mlodziez nie korzystaja z autobusów szkolnych, pozostajac wiernymi przyjaciolom na dwu kólkach.
   Rozpoczely sie juz wakacje i mozna bedzie jezdzic na rowerach od rana do nocy. Dlatego to dzieci w Jezupolu sa zdrowsze, niz ich rówiesnicy w innych wioskach. Dla nich jazda na rowerze
- to i zabawa i sport, czysty ekologicznie srodek lokomocji. Dorosli równiez docieraja do autobusu czy pociagu na rowerach, pozostawiajac je w podwórkach tych, którzy mieszkaja w centrum wsi. Parkingi rowerowe sa nawet obok sklepów i szkoly. Nadmienic nalezy, ze nikomu przez mysl nie przejdzie ukrasc rower. Czyzby dzialala magia nazwy?

Zarzecze k/Przeworska


Kiedys wyganiano tu diabla
   „Niegdys Jezupol nazywal sie nie tak pieknie i milo dla uszu,
- opowiada dyrektor miejscowej szkoly Mychajlo Truszyk. - Do 1594 roku osada nazywana byla Czesybiesy, od slów „wyczesywac biesy”. Wlasnie tak w owym czasie nazywana byla procedura karania zloczynców która, jak sie zdaje, odbywala sie w tej miejscowosci. Tych, którzy zostali zlapani za kradziez, zabójstwo, cudzolóstwo i inne zle uczynki, przepedzano przez kolumne slug. Kazdy z nich trzymal w rku kij i bil karanego. Wypedzal - wyczesywal przez bicie „zlego”, który panowal w duszy i umysle karanego.
   Miasto z imieniem Chrystusa wspominane jest od 1597. Wedle legendy, hetman Potocki uciekajac przed przewazajacymi wojskami tatarskimi rzucil sie do rzeki z krzykiem „Panie Jezu daj pole”
- czyli daj mi droge. Przeplywajac przez Dniestr modlil sie „Jezus…, Maria"
. Udalo mu sie uratowac i odtad miasto na prawym brzegu nazywa sie Jezupol, a na lewym Mariampol. Na miejscu starego zamku zostal wybudowany kosciól i klasztor dominikanów przez Jakuba Potockiego w 1598.
   „Teraz kilka kroków od tego miejsca, -
opowiada nowo mianowany proboszcz kosciola rzymskokatolickiego, franciszkanin Grzegorz Cymbala, -
stoi stary kosciól. Dawna budowla klasztoru, gdzie niegdys byla jednostka wojskowa, jest odnawiana. W dawnych celach zakonników, gdzie obecnie miesci sie szpital, bylo wiezienie NKWD”. Na szczescie i te biesy wyczesano.
   Na dziedzincu i obok kosciola jest schludnie. Troche dalej jednak rosnie gesta trawa. Mala wspólnota rzymskokatolicka nie potrafi uporac sie ze wszystkim naraz. Jednak sie staraja. Niegdysiejsza ruina powoli nabiera dawnych ksztaltów swiatyni. „Modlimy sie do Boga, bysmy spotkali dobrych ludzi, którzy pomogliby odnowic swiatynie”,
- mówi ojciec
Grzegorz, pokazujac, co juz zostalo zrobione w kosciele. Na scianach widnieja resztki dawnych fresków. Widac reke mistrza. Stroinski?

Andrea Dzieduszycki, toskański winiarz w trzecim pokoleniu


Ludzie dobrego serca nie pytaja o narodowosc
   W schludnym budynku Rady Wiejskiej spotyka nas pani wójt Hanna Kusznir, która od wielu lat kieruje Jezupolem. Kobieta pochodzi z rodziny polskiej i jest dumna z tego, ze w jej rodzinie splotlo sie ze soba kilka narodowosci. „W naszej wsi dla wszystkich starczy miejsca, oby tylko ludzie byli dobrzy, powazni, zyli z sasiadami w pokoju i nie zapominali o Bogu,
- mówi pani Hanna, goscinnie zapraszajac do budynku. - Pewnie tak Pan Bóg pokierowal, a historia tak sie zlozyla, ze w Jezupolu nie ma konfliktów na tle narodowosciowym czy wyznaniowym".
   Mieszka tu nawet osoba, urodzona w Burkina Faso!!! Jesli chodzi o Polaków, to od dawien dawna sa po prostu swoi. Nikt nawet nie pomysli, ze moga byc intruzami czy wrogami. Szczególnie cieplo mówi sie o hrabiach Dzieduszyckich herbu Sas, którzy do roku 1848 wladali miasteczkiem, a pózniej byli najwiekszymi wlascicielami ziemi, nieruchomosci oraz innego majatku. Ich pochodzenie i zaslugi sa zapisane w historii tej ziemi. "Wiadomo, ze wsród przedstawicieli wielu pokolen tego rodu byli znani dowódcy, mecenasi, naukowcy, artysci”.

Pałac w Niesłuchowie



Encyklopedysta z Jezupola
   Najbardziej,
jak twierdzi pan dyrektor szkoly, rozslawil Jezupol i swój ród hrabia Wojciech Dzieduszycki - polityk, pisarz, publicysta, filozof, archeolog, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i nawet spirytualista. Urodzil sie w Jezupolu 13 lipca 1848 i otrzymal wioske w spadku po smierci matki. Majac dobre zaplecze finansowe, hrabia nie bardzo sie interesowal gospodarstwem. Wolal poswiecic sie dzialalnosci politycznej i sztuce. Bedac poslem na Sejm, wiele uczynil dla rozwoju Galicji.
   W 1897 on, bedac dzialaczem politycznym, napisal list do rzadu krajowego, w którym przedstawil swe widzenie rozwoju autonomicznego tych ziem. Poslów na Sejm Galicyjski, wyznajacych podobne do hrabiego Dzieduszyckiego poglady zwano „atenczykami”. Jego owocna dzialalnosc zostala uwieczniona w tablicy pamiatkowej, umieszczonej na Katedrze Lacinskiej we Lwowie. Kiedys byla tez tablica w Jezupolu. Moze daloby sie ja odtworzyc?
   O poczuciu humoru, ale i dziwactwach hrabiego krazyly legendy. Ten powazny pan posel urzadzal sobie rozrywki, dzwoniac do mieszkania jakiegos jegomosci, a potem… uciekal. Tak robil kilkadziesiat razy!!!



Jak to nad Dniestrem bylo
   Majac palac we Lwowie, Dzieduszyccy nie zapominali o Jezupolu. Po zniszczeniach I wojny swiatowej wybudowano tu praktycznie nowy dom
- zwany we wsi palacem. Byla tez stadnina koni.
   Po wojnie majatek upanstwowiono. Od 1957 w palacu miesci sie sanatorium dla dzieci ze schorzeniami psychoneurologicznymi. Kiedys miescil sie tu takze komitet powiatowy partii.
   „Pomieszczenia dobrze sie zachowaly, -
mówi dyrektor placówki medycznej Oleg Karpac, - co prawda, zostaly przebudowane. W czasach sowieckich mieszkancy lubili spacerowac w parku wokól palacu. Do dzis zachowaly sie tu dwa egzotyczne drzewa - ginko oraz drzewo tulipanowe, które przywiózl z dalekich krajów i posadzil w Jezupolu Wojciech Dzieduszycki"
.

   „Dzieduszyccy byli we wsi bardzo lubiani, - wspomina miejscowa Polka Ludwika Krzyzanowska. - Stary hrabia byl prosty, lubil rozmawiac z ludzmi, ganil tych, którzy zagladali do kieliszka i nie chcieli pracowac. Lubil kapiele w Dniestrze i sluchal, jak sludzy spiewaja piesni ukrainskie. Mlody hrabia, w przeciwienstwie do swego ojca, zwracal uwage na mode i zawsze wygladal wspaniale. Jego zona czesto jezdzila z mezem do lasu i zbierala slimaki”.
Wyglada na to, ze wówczas byly smakolykiem.

   Do historii przeszedl dowcip Dzieduszyckiego, kiedy na zaproszeniu na wspólny obiad, otrzymanym od samego premiera Badeniego, napisal: DUPA. Wybuchl skandal. Natomiast wlasciciel jezupolskiego majatku ze smiechem wytlumaczyl, ze to skrót od slów: „Dziekuje uprzejmie, przyjde akuratnie”.
   Do 1594 osada nazywana byla Czesybiesy, od slów „wyczesywac biesy”. Wlasnie tak w owym czasie nazywana byla procedura karania zloczynców, która, jak sie zdaje, odbywala sie w tej miejscowosci. Tych, którzy zostali zlapani za kradziez, zabójstwo, cudzolóstwo i inne zle uczynki, przepedzano przez kolumne slug. Kazdy z nich trzymal w reku kij i bil karanego. Wypedzal - wyczesywal przez bicie „zlego”, który panowal w duszy i umysle karanego.

   „Czesto biegalam z bratem do stacji kolejowej, zeby zobaczyc, jak przyjezdla „parasonka”, czyli pociag, - wspomina powazna juz kobieta. - Wówczas dla nas, dzieci, bylo to nie lada rozrywka. Pewnego razu trzymalam w reku kociaka, który bardzo spodobal sie hrabinie. Kupila go ode mnie za kilka monet. Dla mnie jednak byly to duze pieniadze, bo moglam za nie kupic sporo slodyczy. "Od tego czasu hrabina Dzieduszycka kojarzy mi sie ze smakiem szczescia i dziecinstwem”.

Photo...

rysunek Orda


Miedzyborz - photo Olek

Sladami historii...

==================
... zwiedzamy...

==================






*Olesko,


*Podhorce,


*Poczajow...